-

Jacek-Jarecki

Niemożność systemowa

Skuteczna reforma polskiej szkoły jest niemożliwa, ponieważ niemożliwe jest nawet ustalenie celu do którego należałoby dążyć. Efekt wykształcenia jest mierny i takim pozostanie w dającej się przewidzieć przyszłości. To ani upadek, ani marsz ku lepszej szkole, to zwykłe siedzenie na tyłkach, bo tak wszystkim pasuje. Czasu bowiem cofnąć nie można, a korzenie zaniedbań są głęboko wrośnięte w glebę powszechnego nieuctwa. Pomijam oczywiście chlubne wyjątki, bo na bazie ględzenia godnego szkolnej akademii myśleć w ogóle nie sposób.

Po pierwsze, system jest urzędniczy, w obojętnym tego słowa znaczeniu. To, co nauczyciele nazywają „zbędną papierologią” to szereg zabezpieczeń, coś w rodzaju sztucznego alibi z jednej strony, a z drugiej kult tabelek, które służą do oceny szkoły i samych nauczycieli. Tu należy pamiętać, że nauczyciele nie tylko oceniają, ale są oceniani. Im szczegółowiej, tym mniej z tego wynika, bo niby co ma wynikać? Z musu, niejako dla przybicia stempla, wprzęgnięto w ten system uczniów, zaprowadzając kult testów, czyli niby bezstronny system oceniania, a w rzeczywistości zastępując egzaminy z wiedzy, egzaminami z umiejętności 
prezentowania tej wiedzy w wyznaczony arbitralnie przez ciało urzędnicze sposób. I to jest nie do cofnięcia, ponieważ dzięki temu obłędnemu systemowi tabelki zyskują pokarm realnej wiedzy, w przeciwieństwie do uczniów.

Po drugie, system nagradzania i promowania nauczycieli powiązano z ich ciągłym doskonale-niem zawodowym, co brzmi pięknie i w naszym skrajnie korporacyjnym świecie wydaje się naturalne. Nie bez przyczyny, przy okazji strajku nauczyciele chwalą się dokonaniami w dziedzinie podnoszenia swoich umiejętności. Inaczej rzecz ujmując, nauczyciele są jednocześnie uczniami, oceniający ocenianymi, bo inaczej tkwią na dole pedagogicznej drabiny. Warto zauważyć, że o ile nie posiadają podręcznych rozciągarek czasu, ta edukacyjna wspinaczka musi odbywać się czyimś kosztem. Na pewno zmęczenia, własnej rodziny i oczywiście uczniów, bo jakże inaczej. W tym miejscu mamy odpowiedź w kwestii wielkości pensum i trudność samych nauczycieli z wyraźnym określeniem, co robią ponadto, bo są to dziesiątki drobiazgów, które męczą, zajmują czas swą czczością, odrywają od zadania podstawowego.

Po trzecie, zawód nauczyciela jest skrajnie sfeminizowany ze wszystkimi tego faktu konsekwencjami. Mamy do czynienia ze zjawiskiem ciągnącym się od dziesięcioleci, od lat pięć-dziesiątych jak sądzę, gdy mężczyzn wygoniła z zawodu nieboszczka partia, ponieważ byli przydatniejsi w świecie betonu i stali. I przez te wszystkie lata pracowicie doprowadzono do pewnej, choć bez obecnie wykrzykiwanej przesady, pauperyzacji zawodu, zgodnie z zasadą: Ma jeszcze pracującego chłopa i razem nieźle sobie radzą. Kuszono wtedy rozmaicie, już to mieszkaniem przy szkole, już to metrażem dodatkowym w bloku. Tak to wszystkim weszło w krew, że bonus stał się najwyższą atrakcją, a sama pensja schodziła na plan dalszy. Ukoronowaniem systemu jest karta nauczyciela i obecny system, w którym mnożenie bonusów nie robi już na nikim wrażenia. Dalej po prostu iść nie sposób, ale zmienić się tego nie da, ponieważ takie widzenie zawodu i realiów z nim związanych odpowiada wszystkim zaangażowanym w system edukacyjny, a nawet w obecnie trwający spór finansowy.

Po czwarte wreszcie, należy pamiętać o nakładaniu się efektów. Nigdy jeszcze nie słyszałem, że realnie wzrósł poziom edukacji. Jeśli tak jest rzeczywiście, trudno spodziewać się, żeby nauczyciele, którzy sami zostali wykształceni byli coraz lepsi, wiedzieli więcej, lepiej 
wychowywali kolejne pokolenia, skoro sami byli nie najlepiej wychowywani. Gadanie, że jakiekolwiek zmiany sprowadzą do zawodu najlepszych absolwentów jest puste, bo niby skąd? Pracowicie, wielkim nakładem finansowym i długą praktyką osiągnięto status mierny i przy ta-kim pozostaniemy, tym bardziej, że odbudowa szkolnictwa techniczno-zawodowego idzie opornie i za wolno, choć chwała choć za samą próbę podniesienia z absolutnego upadku.

Wciąż świeci ciemna gwiazda powszechności wyższego wykształcenia, za którą podąża system, szkoła, uczniowie i rodzice i będą podążali tak długo, aż pierwszy analfabeta zostanie magistrem nauk wszelkich. Niektórzy, złośliwcy albo realiści twierdzą, że ten czas już nadszedł.



tagi: szkoła 

Jacek-Jarecki
12 kwietnia 2019 07:43
9     1088    12 zaloguj sie by polubić
komentarze:
ewa-rembikowska @Jacek-Jarecki
12 kwietnia 2019 09:29

Trzeba czekać aż to się zawali pod własnym ciężarem. Koło 70% uczniów bierze korpetycje, tzn, że mamy z jednej strony sprywatyzowany rynek szkolny, z drugiej niewydolny oficjalny system tzw. bezpłatnej, powszechnej edukacji gwarantowanej Konstytucją i innymi ustawami.

zaloguj się by móc komentować

smieciu @Jacek-Jarecki
12 kwietnia 2019 10:05

A niektórzy mi tu wytykają że żadnego Systemu nie ma :)

Tylko dlaczego ten opis pasuje chyba do szkolnictwa na całym świecie. Jesteśmy w środku procesu, który możemy nazwać czymś w rodzaju neofeudalizmu nauczania. Dla mas, przyszłych roboli szkoły publiczne, gdzie miernoty mają nauczać miernot. I obok drogie szkoły prywatne ale też interesująco kastowe, gdzie inżynierzy będą kształcić inżynierów a władza władzę.

Oczywiście każdy jakąś tam szansę dostanie. Gdy będziesz pilny i grzeczny może zostaniesz Morawieckim ;) Ale np. właśnie wczoraj przeczytałem fajny artykuł jak ta szansa ma wyglądać w praktyce w USA. Gdzie z jednej strony student wychodzi ze szkoły z ogromnym długiem na karku ale z drugiej wdraża się właśnie nową ideę: Zawierasz kontrakt na procent od twoich przyszłych zarobków. Tzn. pojawia sią nowa grupa instrumentów finansowych, które poprzez inwestorów finansują twoją edukację w zamian za kontrakt, w którym stoi że przez 10 lat będziesz oddawać 10% swoich zarobków funduszowi, który w ciebie zainwestował.

Co może mieć ciekawe konsekwencje. Bo stworzy w przyszłości naturalną formę pokus i nacisków, by zatrudniać tych, którzy mają kontrakty, zwłaszcza te na wysoki procent. Wtedy bowiem zainwestowana kasa będzie mieć największą szansę nie tylko zwrotu inwestycji ale też zysków. System będzie domknięty: żeby zdobyć pracę będziesz twoim atutem będzie kontrakt, który będzie ci zabierać kasę. Im więcej będą ci zabierać tym lepiej. Ludzie będą się garnąć do uczelni, gdzie nie tylko przejdą pranie mózgu ale też zostaną uziemieni długiem i kontraktem.

zaloguj się by móc komentować

Jacek-Jarecki @smieciu 12 kwietnia 2019 10:05
12 kwietnia 2019 11:07

Jak to nie ma? Są dziesiątki, o ile nie setki systemów zamkniętych i domykanych. To zresztą żadna nowość. A pomysł, który opisałeś jest diaboliczne w swej prostocie i wszystko się w nim zgadza, czyli ma przed sobą przyszłość. 

zaloguj się by móc komentować

matthias @Jacek-Jarecki
12 kwietnia 2019 11:43

Gwiazda powszechnego wyższego wykształcenia może zgasnąć wraz z progiem zdawalności egzaminu ósmoklasisty i matury rozszerzonej. Przy czym ten pierwszy zgasi ją wcześniej, może już za rok?

zaloguj się by móc komentować

tadman @Jacek-Jarecki
12 kwietnia 2019 11:46

NUM, tym razem Gowin, usilnie pracuje i będzie reforma studiów doktoranckich. To wielka niewiadoma, bo jedni plotkują, że otwarcie przewodu doktorskiego teraz pozwoli skończyć zdobywanie stopnia naukowego na starych zasadach, a tzw. dobrze poinformowani twierdzą, że dopiero złożenie pracy do recenzji w kwietniu na 100% gwarantuje ukończenie doktoratu na dotychczasowych zasadach. Czyli znowu administracja górą. Ciekawe ilu nowych urzędników zostanie powołanych do obsługi przyszłych szkół doktorskich.

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @ewa-rembikowska 12 kwietnia 2019 09:29
12 kwietnia 2019 12:46

Dokładnie tak jest. W dodatku te korepetycje są po cichu wymuszane, bo "na lekcjach niczego nie uczą" i to świadomie. A to oznacza "system prywatno państwowy" jak w systemie "zdrowia" i równie wysoki poziom demoralizacji nauczycieli i lekarzy. A jak donoszą plotkarze, nigdy nie było takiej ilości nauczycieli robiących banalne błędy ortograficzne. Mimo "systemu permannentnego doskonalenia".
W dodatku atrakcyjność dyplomów wyższych studiów gwałtownie spada, bowiem ludzie widzą, że pracę dostaje się przez znajomości i układy albo i nawet za łapówkę ( w państwowych firmach) a nie z powodu - lepszego dyplomu. Zwłaszcza, że na studiach jest ten sam system wymuszeń i pozornego kształcenia, co w szkołach. To się sypie, ale chyba cel i tak jest realizowany, bo chodzi o "rycie beretów" a nie o kształcenie. W sumie zostawianie białych plam w mózgu i stanu błogiej nieświadomości wielu spraw - mogło być celem pierwotnym systemu kształcenia III RP. Polska za Gierka była jakąś konkurencją gospodarczą i intelektualną. Obecnie jest niczym. I nie ma tu do tego nic  jakiś sentyment za komuną.     Nie jestem fanem komuny ale specjalista w dziedzinie czyli wicedyrektor szkoły średniej z czasów Gierka i wychowawca  kilkunastu pokoleń finalistów olimpiady matematycznej całkiem bezstronnie ocenił, że najbardziej zrównoważony system programowy w liceach czyli kształcący inteligentów - był za czasów Gierka, kiedy nie było "klas specjalisytycznych", kiedy zaczęto wdrażać nauczanie niektorych przedmiotów na poziomie uniwersyteckim a inne odpuszczano. Tak poległo nauczanie matematyki , historii Polski i języka polskiego a właściwie literatury polskiej. Wtedy przynajmniej czytano jakiekolwiek lektury a teraz nie czyta się niczego. Może to i dobrze. Wraca "czas niepiśmiennych baronów" :)))

zaloguj się by móc komentować

Jacek-Jarecki @tadman 12 kwietnia 2019 11:46
12 kwietnia 2019 16:48

To jak reformowanie Gułagu, że każdy ZEK do zupy z przemarzniętej brukwi dostanie chusteczkę do otarcia pyska. Ogólnie mam takie nastwienie, że każdego reformatora czegokolwiek kazałbym powiesić dla otrzeźwienia.

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @pink-panther 12 kwietnia 2019 12:46
12 kwietnia 2019 17:23

Skoro nauczycielki wysyłają na fejsie swoim uczniom memy z "Soku z buraka" i "Pokoju nauczycielskiego" to jest właśnie to rycie beretów. Przecież one powinny być apolityczne a nie nadawać na PiS i Kaczyńskiego.

Rozmawiałam ze znajomym, którego kuzynka pracuje w szkole gdzieś w zielonogórskim i to jest normalny dramat. Tam są trzy opcje - praca w Niemczech, praca w budżetówce, albo klepanie biedy. Wszystkie miejsca w budżetówce, w tym w szkole są obsadzone przez swoich, czyli znajomych burmistrza. Poziom etyczny, czy naukowy nie ma znaczenia. Wszyscy pieją tak jak burmistrz. Normalna mafia. Te środowiska w końcu same się wykończą.

 A potem przychodzi  delikwent takiej szkoły a potem studiów na rozmowę kwalifikacyjną i nie potrafi policzyć udziału. Nie wie, co to jest.

zaloguj się by móc komentować

onyx @Jacek-Jarecki
13 kwietnia 2019 00:42

"Wciąż świeci ciemna gwiazda powszechności wyższego wykształcenia, za którą podąża system, szkoła, uczniowie i rodzice i będą podążali tak długo, aż pierwszy analfabeta zostanie magistrem nauk wszelkich. Niektórzy, złośliwcy albo realiści twierdzą, że ten czas już nadszedł."

Niestety :(

https://twitter.com/delestoile/status/1115347114475884545

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować